Witajcie !
Jak weekend Wam mija, kochani? My staramy się korzystać maksymalnie (niczym Maks maksymalista) z pięknej pogody, jaka nas obdarzyła zarówno ciepłymi promieniami słońca, jak i orzeźwiającymi podmuchami wiatru. Zatem spacerki, zabawy w piaskownicy i na placu zabaw nie są nam obce... ;)
Moi kochani, ostatnio jeden autor zaprosił mnie do zapoznania z jego twórczością. Taaak, serio, serio... oprócz pisania również czytam, choć wiem, że niezmiernie rzadko chwalę się przed Wami swoimi podbojami literackimi. Ależ... kim bym była bez książki?
Mniejsza o to. Kwestię być albo nie być rozstrzygnę sama ze sobą w zaciszu mojego domowego ogródka. Ewentualnie kąta pokoju ;)
Ten post dedykuję Vincentowi. Vincentowi profesjonaliście, który bynajmniej nie jest wspomnianym wcześniej przeze mnie twórcą, a z samym tekstem ma wspólnego tyle co model z obrazem. Wbrew wszelakim pozorom więc bardzo wiele... Cóż, w każdym razie osobiście Vincenta poznałam całkowitym przypadkiem, chcą przynajmniej "liznąć" troszku twórczości zaproponowanej. Z braku większej ilości czasu na wstęp wybrałam pozornie krótki tekst - Vincenta Profesjonalistę* właśnie.
Nie jest to mój ulubieniec, choć samego głównego bohatera opowiadania bardzo lubię, podziwiam i szanuję. Podziwiam zwłaszcza jego dorobek pozostawiony przodkom i całej współczesnej cywilizacji. Nie, nie zdradzę, kim dokładnie jest bohater - sami sobie poczytajcie ;)
Całkiem prawdopodobne, że po przeczytaniu Wasza odczucia będą inne od moich. Dla mnie tekst był prosty i przyjemnie się go czytało, choć brakowało mi pewnych kwestii. Dzięki Bogu, zabrakło również powtórzeń, które ostatnio dość często rzucają mi się w oczy. O dziwo i chyba przede wszystkim zgrozo, także w pozycjach wydanych przez szanowane wydawnictwa. Choć tu czasem jestem skłonna tłumaczyć to sobie błędną interpretacją i przełożeniem z języka ojczystego autora na nasz. Ale wracając do tematu... Sam pomysł niczego sobie, aczkolwiek wykonanie na myśl przywodzi bardziej swoistego rodzaju notkę historyczną życiorysu tytułowego Vincenta.
Gdybym miała ocenić w skali 1 do 5, w moim osądzie opowiadanie zyskało by uczciwą trójeczkę. Arcydziełem nie jest i nie skoczyłabym z mostu pod pociąg by ocalić ostatni egzemplarz, ale jednocześnie zasługuje na uwagę ze względu na pomysł i słownictwo. Być może moja nota byłaby wyższa za zakończenie, gdyby nie wrażenie, iż całe opowiadanie jest opisem realnych zdarzeń sprzed lat...
Oczywiście w miarę możliwości - zarówno tych czasowych - będę czytać kolejne, drogi Romualdzie :) W każdym razie dziękuję serdecznie za wskazanie utworów :)
Kochani, miłej niedzieli Wam życzę.
Spędźcie ją tak, jak uważacie najlepiej... łącząc swe zajęcie z wypoczynkiem :)
